Naukowcy ustawili tarczę na rekordowych 85 sekundach przed godziną zero. Jednak symboliczna „północ” nie zwiastuje tutaj końca świata w stylu hollywoodzkich blockbusterów, gdzie planeta eksploduje w jednej sekundzie. To moment krytyczny, kiedy splot zdarzeń – militarnych, klimatycznych, cyfrowych – wymyka się spod jakiejkolwiek kontroli i kończy epokę względnej stabilności.
Funkcjonujemy w głębokim dysonansie poznawczym. Z jednej strony woda wciąż płynie z kranu, kurierzy dostarczają paczki na następny dzień, a światłowód zapewnia rozrywkę w 4K. Z drugiej – w tle pracują tektoniczne siły, zdolne zburzyć ten porządek w jeden weekend. Konflikty zbrojne eskalują w nieoczywistych kierunkach, słupki rtęci biją historyczne rekordy, a algorytmy zamiast ułatwiać życie, stają się bronią masowego rażenia w wojnie informacyjnej. Zegar zagłady to metafora poziomu zagrożenia egzystencjalnego, aktualizowana raz w roku przez radę naukową na podstawie analiz ekspertów, danych (np. klimatycznych), oceny trendów geopolitycznych oraz technologicznych.
Audytorzy końca świata: Kto i dlaczego przesuwa wskazówki?
Koncepcję Zegara Zagłady (Doomsday Clock) stworzono w 1947 roku w redakcji magazynu „Bulletin of the Atomic Scientists”. Od tamtej pory, co roku w styczniu, Rada ds. Nauki i Bezpieczeństwa (wspierana przez grono noblistów) ustala, gdzie ustawić wskazówki.
Decyzja ze stycznia 2026 roku o zmianie czasu z 89 na 85 sekundy do północy to najpoważniejszy alarm w historii – jesteśmy bliżej krawędzi niż w najgorętszych momentach Zimnej Wojny (nawet bliżej niż podczas Kryzysu Kubańskiego w 1962 roku). Nie oznacza to jednak, że mamy kopię tamtych wydarzeń. Wtedy ryzyko było nagłe i konkretne. Dziś mamy do czynienia z zagrożeniem chronicznym, rozproszonym i wielowarstwowym.
Dlaczego jest tak źle?
-
Erozja traktatów: Wygasające umowy rozbrojeniowe, bez politycznej woli do nowych negocjacji.
-
Sprzężenie klimatyczne: Brak skutecznej redukcji emisji CO2, mimo przekraczania kolejnych punktów krytycznych.
-
Technologiczny Dziki Zachód: Niekontrolowany rozwój AI i biotechnologii, bez globalnych bezpieczników etycznych.
-
Narracja wojenna: Jest codziennym narzędziem szantażu dyplomatycznego.
Polikryzys: Kiedy jeden klocek domina przewraca resztę
Stan, gdzie wiele zagrożeń występuje jednocześnie, a ich wzajemne oddziaływanie sprawia, że suma problemów jest groźniejsza niż każdy z osobna, nazywamy polikryzysem. Jeden pożar podsyca kolejny, tworząc niebezpieczne pętle sprzężeń zwrotnych.
Jest jak świetnie prosperująca firma, która ma chwilowy problem z dostawami. Do naprawienia. Ale jeśli w tym samym tygodniu pada serwerownia, menedżerowie składają wypowiedzenia, a na rynku wybucha krach walutowy – przeciążone procedury awaryjne rozregulowują system. Tak samo działa ziemia w skali makro. Konflikt zbrojny destabilizuje ceny energii i zmusza rządy do powrotu do węgla, co przyspiesza zmiany klimatu. Ekstremalna pogoda niszczy plony, więc podbija ceny żywności, wywołuje głód, migracje i napięcia społeczne. Te z kolei są idealnym paliwem dla radykałów politycznych i argumentem, aby chętniej sięgać po rozwiązania siłowe.
W tym układzie żaden element nie działa w próżni. Dezinformacja sabotuje porozumienia klimatyczne. Susza zaostrza walkę o zasoby wodne i zwiększa ryzyko wojny. Konflikt zbrojny drenuje budżety przeznaczone na transformację energetyczną. Bez skoordynowanej akcji na wielu frontach, trudno wyskoczyć z błędnego koła.
Klimat i Technologia: Mnożniki napięć
Według danych Copernicus/ECMWF rok 2024 uznano za najcieplejszy w historii pomiarów. Przekroczyliśmy symboliczny próg 1,5°C ocieplenia względem epoki przedprzemysłowej. To nie jest kwestia tego, że latem trzeba podkręcić klimatyzację, tylko systemowe zaburzenie cyrkulacji atmosferycznej (np. prądu strumieniowego). Skutkuje niszczącymi infrastrukturę suszami hydrologicznymi, powodziami błyskawicznymi i załamaniem łańcuchów dostaw żywności.
Do tego dochodzi gwałtowny rozwój sztucznej inteligencji i biotechnologii, postrzegany przez analityków jako „czynnik zakłócający”. Ryzyko dezinformacji na skalę przemysłową. Generowanie fałszywych obrazów i dźwięków ułatwia manipulowanie opinią publiczną, podważa zaufanie do nauki i sieje chaos przed wyborami. Jeżeli nie wiadomo, co jest prawdą, trudno o polityczny konsensus tak potrzebny do gaszenia globalnych pożarów.
Psychologia wypierania: Dlaczego unikamy problemu?
Mimo ciągłych alarmów i raportów naukowych, większość ludzi żyje tak, jakby nic się nie działo. Aby funkcjonować w obliczu zagrożenia egzystencjalnego, działa naturalny mechanizm obronny. Pierwszym czynnikiem jest habituacja – przywykliśmy do nagłówków wieszczących koniec świata. Kolejny alarm to po prostu szum w tle, ignorowany jak hałas uliczny. Dalej, unikanie lęku: konfrontacja z wizją katastrofy klimatycznej jest paraliżująca, więc wolimy wyprzeć te myśli, żeby rano spokojnie wstać do pracy i zapłacić rachunki.
Działa też mechanizm zmęczenia informacyjnego, a żeby chronić swoje zdrowie psychiczne wyłączamy uwagę od nadmiaru negatywnych bodźców. Dlatego straszenie apokalipsą nie działa – wywołuje apatię i cynizm zamiast działania. Aby przełamać impas, musimy zmienić narrację. Zamiast epatować wizją zagłady, skupić na sprawczości oraz inżynierii bezpieczeństwa. Konstruktywna nadzieja polega na przekonaniu, że mamy narzędzia do zmiany biegu wydarzeń, nawet w skali mikro.
Działania naprawcze muszą odbywać się na wielu poziomach jednocześnie. Na szczeblu rządowym utrzymanie kanałów komunikacji wojskowej (nawet z wrogiem) i inwestycje w adaptację klimatyczną. Protokoły weryfikacji incydentów mogą uratować świat przed przypadkową wojną. W sferze biznesu i instytucji odporność łańcuchów dostaw i higiena cyfrowa. Dywersyfikując źródła energii łatwiej przetrwać przy pierwszym wstrząsie geopolitycznym.
3 fundamenty konieczne do jakiejkolwiek zmiany:
-
Stabilizacja: Deeskalacja wojen i powrót do rozmów.
-
Odbudowa: Nowe traktaty rozbrojeniowe i realna redukcja emisji.
-
Trwała zmiana: Globalne regulacje AI i odejście od paliw kopalnych.
Poziom mikro: Plan domowej odporności
Co robić tu i teraz? Nie powinniśmy zaczynać od budowy bunkra. Zadbajmy szczególnie o te obszary: energia, woda i informacja.
Woda to zasób absolutnie krytyczny, a my na co dzień robimy coś kompletnie absurdalnego: wozimy ją z marketu. Ciągniemy w bagażniku, dźwigamy po schodach, upychamy w windzie, stawiamy pod ścianą jak amunicję na oblężenie.
Produkcja i transport plastikowych butelek naprawdę dużo kosztują — energię, paliwo, emisję. W praktyce kupujemy cały łańcuch logistyczny. Ktoś ją wozi, chłodzi, magazynuje i pakuje w kolejne warstwy folii. Po drugie: kupujemy złudzenie bezpieczeństwa. Etykieta mówi „źródlana”, obrazek pokazuje górski potok, a nasz mózg dopowiada: „to musi być idealne”. I dokładnie o to chodzi. Producenci wody w pojemnikach PET sprzedają nawyk. Ma wejść w krew jak poranna kawa.
Tyle, że ten „spokój” szybko zamienia mieszkanie w magazyn. Sterta plastiku zajmuje miejsce, generuje śmieci. Jeśli myślimy o zmianie na serio, rozsądniej zainwestować w filtry do wody. Filtracja daje stabilność bez dźwigania i plastikowego zaplecza. Wygodna domowa infrastruktura: prosta, tania w utrzymaniu, realnie odciąża Ciebie i środowisko.
Najważniejsze: filtr to nawyk sprawczości. Zamiast odtwarzać rytuał noszenia zgrzewek, robisz jeden ruch: instalujesz filtr (dzbankowy, pod zlew, w butelce) i pamiętasz o regularnej wymianie wkładu. Koniec.
Higiena poznawcza: Filtruj informacje jak wodę
Zalewani przez fake newsy i dezinformację, powinniśmy dbać o czystość umysłu. To ważne, jak mycie zębów. Musimy stosować „filtry informacyjne”, gdyż bez nich zatrujemy mózg lękiem, kłamstwem i manipulacją.
Prosta zasada: sprawdzaj źródło, porównuj informacje w 2-3 niezależnych mediach i oddzielaj twarde fakty od opinii publicystów. Unikaj emocjonalnych nagłówków, mają wywołać jedynie wściekłość lub strach – to zazwyczaj znak manipulacji algorytmicznej. Rób regularne przerwy od kompulsywnego czytania złych wiadomości. Twój mózg potrzebuje regeneracji.
Zegar Zagłady w pytaniach i odpowiedziach
Co mogę zrobić jako jednostka wobec globalnego zagrożenia militarnego?
Bezpośrednio nie rozbroisz głowicy, ale możesz budować własną odporność (domowe zapasy, plan awaryjny), dbać o higienę informacyjną (nie podawaj dalej niesprawdzonych newsów – tylko sieją panikę). Wywieraj presję polityczną, głosując na kandydatów rozumiejących wagę zarządzania kryzysowego.
Jak rozmawiać o tym z rodziną, żeby nie wywołać ataku paniki?
Skup się na działaniu i logice, a nie na strachu. Zamiast mówić „będzie armagedon”, powiedz „warto mieć w domu zapasy i radio na wypadek awarii prądu lub wichury, to po prostu rozsądne zarządzanie domem”. Normalizuj przygotowania jako element dbania o bezpieczeństwo, tak jak zapinanie pasów w aucie.
Czy 85 sekund to wyrok?
Nie. Zegar Zagłady już wielokrotnie cofał swoje wskazówki (np. po zakończeniu Zimnej Wojny). Wskaźnik reaguje na działania ludzkości. Mamy wpływ na to, w którą stronę pójdzie dalej. Zegar Zagłady to głośny, irytujący budzik, ale wciąż możemy go wyłączyć lub przynajmniej ustawić drzemkę. Nie weźmiemy ciężaru ratowania całego świata na swoje barki, ale wystarczy, że przestaniemy go psuć. Wybierz jedną rzecz do wdrożenia od jutra: zainstaluj filtr albo po prostu wyłącz powiadomienia w telefonie. Spokój, wiedza i przygotowanie to najlepsza odpowiedź na chaos współczesnego świata.
Oświadczenie w Biuletynie Naukowców Atomowych:
https://thebulletin.org/doomsday-clock/2026-statement/disruptive-technologies/

